ARCHIWUM

W Koziej Zagrodzie

Wyjazd do Brennej trochę się opóźnił. Z powodu dużej ilości samochodów na parkingu przed warsztatem, autokar miał problem z zaparkowaniem. Podróż do celu nie zajęła nam wiele czasu, bo po prostu nie było korków na drodze. Na miejscu powitała nas jedna z pań, pracownica zagrody. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Po załatwieniu wszystkich spraw organizacyjnych mogliśmy wejść do budynku. Znaleźliśmy się w sali, gdzie było dosyć ciepło. W pomieszczeniu panował półmrok. Muszę powiedzieć, że było tam dosyć przytulnie. Z zaciekawieniem słuchaliśmy o historii mieszkańców Brennej, a w szczególności o obróbce wełny. Dowiedziałem się o kilku ciekawych rzeczy, o których dotąd nie słyszałem, takich jak wolusznik, pilśniowanie czy bruclik. W trakcie spotkania niektórzy moi koledzy z uwagą spoglądali w okno z nadzieją, że opady deszczu ustaną i będziemy mogli wyjść choć na chwilę na zewnątrz. Przestało padać. Wyszliśmy z góralskiej chaty i poszliśmy w stronę koziej zagrody. A tam czekało na nas małe stadko przesympatycznych kóz. Kto chciał, mógł je nakarmić. Trochę się bałem. Za namową jednej z instruktorek odważyłem się spróbować. Muszę powiedzieć, że nie było to nawet takie trudne. Koza bardzo chętnie zjadła ziarenka, które leżały na mojej otwartej dłoni. Byłem szczęśliwy, że pokonałem swój strach. Stadko na naszej grupie wzbudziło wiele emocji. Było dużo śmiechu. Małe kózki i duże kozy chętnie wystawiały swoje głowy nad drewnianym płotem i czekały na smakołyki. Spotkanie z kozami trwało jeszcze kilka minut. Pogoda wyraźnie się poprawiła. Deszcz przestał padać a zza chmur nieśmiało zaczęło wyglądać słońce. Wróciliśmy do chaty. Krętymi schodami weszliśmy na piętro. Usiedliśmy na drewnianych ławach. Wzięliśmy udział w zajęciach rękodzielniczych z filcowania wełny. Najpierw rozdzieliliśmy wełnę na małe kawałki. Do wełny i gąbki dołączyła igła z dziwnym zakończeniem. Każdy z nas mógł wykazać się własną inwencją, wystarczyło tylko pobudzić wyobraźnię. Tu z pomocą przyszła mi pani instruktor. Filcowanie okazało się łatwe. Wełniane prace zabraliśmy do domu. Na koniec naszej wycieczki mieliśmy grilla. Kiełbaska była pyszna. Niektórzy mieli ochotę na dokładkę. Ja też się skusiłem na mały kawałek. Muszę powiedzieć, że wycieczka do Koziej Zagrody bardzo mi się podobała. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie i gdybym miał tam pojechać jeszcze raz, to nie odmówiłbym. Bardzo mi się tam podobało.
Łukasz Kwaśny

fot. Jolanta Górny, Katarzyna Gwiżdż, Elżbieta Lubańska, Alicja Kościelniak