W zagrodzie alpak
Pojechaliśmy do zagrody alpak w Kamienicy. Słodki Zakątek, tak nazwano to miejsce, położone jest w dolinie otoczonej łąkami i bezkresnymi polami, z dala od ulic i samochodów. Podzieliliśmy się na grupy. Jedna grupa uczestniczyła w zajęciach warsztatowych, a druga poszła na spotkanie ze zwierzętami. Ja byłem w tej grupie, która najpierw poszła na zajęcia. Każdy z nas dostał drewnianą alpakę i według własnego pomysłu i uznania miał ją ozdobić. Do dyspozycji mieliśmy kleje, flamastry i wełnę z alpaki. Nie mogłem się zdecydować jaką wybrać technikę. Na początku trochę mi nie szło. Klej nie chciał się rozsmarować, a wełna nie chciała się przyklejać. Z pomocą przyszła mi instruktorka, która poradziła mi, abym rozdzielił wełnę na mniejsze części. Faktycznie było lepiej, a drewniana alpaka zaczęła nabierać właściwego kształtu. Sam byłem pod wrażeniem, że tak dobrze mi poszło. Ale największa atrakcja tego dnia była jeszcze przede mną. Kiedy weszliśmy do zagrody, trochę się wystraszyłem, bałem się reakcji zwierząt. Jednak niepotrzebnie. Obok mnie była instruktorka. Poczułem się bezpiecznej. Jedna z alpak chciała się od razu ze mną zaprzyjaźnić. Podszedłem do niej ostrożnie. W ręku trzymałem mały plastikowy kubek. Wyjąłem krążek marchewki. Zwierzę od razu poczuło, że nie przychodzę z pustymi rękami. Powoli wysunąłem lewą dłoń w stronę alpaki. To był samiec o imieniu Carlos. Bardzo delikatnie zabrał marchewkę. Wtedy ośmieliłem się podejść bliżej. Nie bałem się. Dalsze karmienie Carlosa przyszło mi z łatwością. Było to dla mnie bardzo fajne przeżycie. Potem zjedliśmy pyszną kiełbaskę z grilla, cieplutką i chrupiącą. Siedzieliśmy i toczyliśmy luźne rozmowy. Wycieczka była bardzo udana. Mogłem pobyć na łonie natury, zapoznać się z alpakami, o których dość dużo słyszałem. Bardzo się cieszę, że mogłem tam być.
Łukasz Kwaśny
fot. Jolanta Górny, Elżbieta Lubańska










